Jak to pracy szukałem

Nadszedł taki czas, że będąc już PRAWIE licencjatem postanowiłem szukać pracy. Zaczęło się to dnia 31 maja, gdy przy pomocy praca-it.pl wysłałem pierwsze CV (i list motywacyjny). To było miesiąc przed końcem sesji, bo czytałem na forach programistycznych jak proces rekrutacyjny potrafi się ciągnąć, no i faktycznie dopiero 17 czerwca dostałem pierwszą odpowiedź (zresztą od tej pierwszej oferty). Umówiłem się na nadchodzący poniedziałek.

W nerwach byłem przez to przez cały weekend, bo to była pierwsza poważna rozmowa o pracę (powiedzmy, że rozmowę o stanowisko admina na uczelni nie liczę). Pierwsze co mnie ucieszyło to, że autobusem w korkach jechałem na miejsce 10 minut. Gdy już byłem na miejscu ładnie wystrojony powitał mnie... no informatyk :D Koszulka, jeansy, okulary, oczywiście chudy. Miejsce pracy to było po prostu mieszkanie, tyle, że tylko jedno pomieszczenie normalnie używane. Wnętrze wyglądało jak nieraz nasze lan party - ludzie przy komputerach i pełno sprzętu. Rozmowa toczyła się w drugim pokoju, w środku tylko meble - dwa kresła, stół i regał (zdaje się, że pusty). Ani kwiatka, obrazka czy czegokolwiek zbędnego nie było. W końcu to tylko miejsce pracy, a żadnej kobiety, która by obesrała to różnorakimi popierdółkami nie było.

Pan powypywał o różne rzeczy, czy się tym zajmowałem czy tamtym i ile, jakie projekty mam za sobą. Na koniec spytał się czy wolałbym pracować przy nudnym module, który po prostu wyciąga z bazy potrzebne informacje i je wyświetla czy zająć się optymalizacją modułu do indeksowania. Oczywiście wybrałem to drugie. Potem oczywiście standardowe pytanie: "Ile by pan chciał zarabiać?". Nie mając pojęcia na ile się mogę wycenić rzuciłem, że minimum 2000. Pan to zapisał wspominając, że trochę skromnie, ale ok, i tak kto inny tam daje kasę. Odpowiedź miała być w ciągu tygodnia, GÓRA dwóch. Po drodze dostałem jeszcze parę maili z prośbami o próbki kodu od innych ofert, aż w końcu zadzwoniła Nokia.

W sumie nie spodziewałem się tego, bo przysiągłbym, że do nich nic nie wysyłałem, ale dobra, podczas rozmowy mówiłem, jakby to było oczywiste. Potem dopiero sprawdziłem, że faktycznie w jednym ogłoszeniu nie było podanej firmy. W każdym razie ta rozmowa nie była zaproszeniem. To był wstępny etap. Były pytania głównie o nietechniczne ogólniki, czy zgodziłbym się pracować we Wrocławiu, co zamierzam robić ze studiami i jak bym się chciał rozwijać. Na koniec mały sprawdzian z angielskiego. Prawie te same pytania, co po polsku, trochę mnie irytowało, że muszę się powtarzać, ale ok.

W czasie tego wszystkiego oczywiście dalej dzielnie wysyłałem co jakiś czas CV, do dzisiaj może kilkanaście sztuk. W końcu mniej więcej w tym samym czasie dostałem zaproszenie na kolejną rozmowę i odezwała się pani z Nokii o bardzo przyjemnym głosie (naprawdę nie pamiętam czy ta sama co przy pierwszej rozmowie, w każdym razie pozdrawiam :), że chcą sobie ze mną pogadać. Po tym jak powiedziałem, że to daleko pani w sposób jakby się jej program automatycznie zmienił powiedziała, że ponieważ, jestem z poza dolnośląskiego to mogę to przy pomocy telekonferencji wykonać. I tak w przyszłym tygodniu miałem dwie rozmowy zaplanowane. Najpierw z Nokią.

Tym razem rozmowa była poważniejsza. Pytania były najpierw o techniczne ogólniki - jakie projekty robiłem, czy używałem STLa itd. Potem nadeszła pora na szczegóły. W sumie to była jedyna rozmów, w której nie wierzyli mi na słowo i naprawdę sprawdzili czy coś umiem. Wiele było łatwych, np. co to jest klasa, ale bywały też trudniejsze. Nie wiedziałem np. czym się różni semafor od mutexu, unionów też nigdy nie używałem, jedynie structy. Znów też sprawdzili angielski, spytali o zarobki. Było też pytanie o to ile bym chciał zarabiać gdybym miał pewność, że przez 2 lata nie mam szans na podwyżkę. Trochę wydało mi się to dziwne pytanie, potem się wyjaśniło gdy trafiłem na opinię o nich. No cóż, taka dziwna polityka firmy.

Następnego dnia kolejna rozmowa, tym razem na żywo. Trochę mnie martwiło, że z pośrednikiem (firma BMJ), bo słyszałem, że pośrednicy za bardzo nie mają pojęcia o technicznych aspektach pracy i wszystko w sumie zależy od wrażenia. No i tak było, ale na szczęście to był tylko przesiew, podobnie jak pierwsza rozmowa z Nokią czyli nietechniczne ogólniki i sprawdzenie angielskiego (chociaż rozbroiło mnie to po poważnych pytaniach Nokii, bo pani pytała o moje hobby :). Na koniec jakiś test psychologiczny. Najwyraźniej nie wykryli żadnych zboczeń, bo w kolejnym tygodniu dostałem zaproszenie na kolejną rozmowę - tym razem z firmą.

Budynek firmy schowany był w jakimś labiryncie! Cały kompleks budynków w wielkości małego miasteczka ma ten sam jeden adres. Na szczęście pani z BMJ wspomniała, że mogę dzwonić w razie czego. Oczywiście skorzystałem, bo inaczej bym nie trafił :) Na miejscu się okazało, że budynek w którym firma ma swoje biura ma jeszcze inny adres (bardziej konkretny oczywiście). Nie rozumiem czemu mogli tak od razu... Przechodząc do samej rozmowy, pan kierownik programistów wyglądał praktycznie tak samo jak pan z pierwszej rozmowy i gdyby mi ktoś powiedział, że to ta sama osoba to bym uwierzył. Do tego miał koszulkę z Planescape: Torment, przez co przez całą myślałem czy mam jeszcze na dysku sejwy :) Pytania podobne jak na pierwszej rozmowie, na koniec pytanie o zarobki, ale tym razem widełki. Jako minimum podałem 2500, jako "zalecane" trzy tysiące z kawałkiem (wiem, konkretny jestem :).

Odpowiedź miała być do piątku. W sumie to do 16 (bo pracują od 8 do 16 wedle tego, co mówił pan na rozmowie) miałem nadzieję, potem pojechałem do domu na weekend i w pociągu myślałem sobie jaki jestem beznadziejny i nikt mnie nie chce, lepiej będzie jak do Media Markt pójdę i w ogóle depresja na całego, bo to już końcówka lipca była. Trochę irytowało mnie już to wszystko. Oczywiście zgodnie z zasadą, że wszystko jest odwrotnie niż się wydaje jak dojechałem odpowiedź już leżała na skrzynce. Ogólnie wywarłem na nich najlepsze wrażenie, więc rozpartują tylko moja kandydaturę, a prezes da ostateczną odpowiedź we wtorek. Nadszedł wtorek i zaczynam pierwszego :)

Potem odezwała się Nokia, ale przeprowadzka do Wrocławia do była ostateczność, na ten czas wolę Poznań. No i odpowiedzieli ci z pierwszej firmy. Chyba ponad miesiąc minął :] Może miałbym tam lepiej, może nie, póki co zmęczyłem się tym szukaniem (konkretnie to mi po prostu odpierdala z nudów), więc wolę iść tam, gdzie już mam pewne miejsce. W każdym razie mission complete, po prawie dwóch miesiącach. Zaczynam poważne życie :)