Jolla - witamy w Polsce

Niemal dokładnie miesiąc temu Jolla (czyta się jak się pisze) zaczęła sprzedawać swoje telefony. Mój pre-order przyszedł jakieś dwa tygodnie temu. Myślę, że już czas opisać swoje wrażenia. Tym bardziej, że chyba nikt w naszym kraju tego nie recenzował.

Mobilna telenowela

W 2005 roku Nokia wprowadziła na rynek swój pierwszy Internetowy Tablet (który nie wyglądał jak deska do krojenia z napisem Nokia). Działało to pod kontolą systemu Maemo. Przez następne kilka lat wypuszczali na rynek kolejne model i gdy wybuchła moda na smartfony postanowili dołączyć do wyścigu. W ten sposób w 2009 wyszedł (już jako smartfon) model N900 z zupełnie odnowionym Maemo i z obsługą karty SIM (wcześniej było tylko WiFi). Telefon ten miał wiele ficzerów, które odróżniały go od konkurencji (prawdziwy multitasking, modyfikowalność lepszą niż w Androidzie, ogromną pamięć wewnętrzną i chyba jedyny w historii ekran oporowy, który nie obsysał). W każdym razie zebrał wiele pozytywnych recenzji, dobrze się sprzedał i wydawało się, że Nokia ma mocne podstawy, żeby wejść rosnący rynek smartfonów.

W tym samym czasie Intel pracował nad własnym systemem Moblin przeznaczonym dla swoich Atomów, ale bez większych sukcesów. Postanowili połączyć siły z Nokią i rozpoczęli pracę nad kolejnym systemem - MeeGo. Niestety kosztem było zerwanie zgodności Maemo. Mimo że system wyszedł bardzo dobrze to gwoźdźiem do trumny było oświadczenie Nokii na kilka miesięcy przed premierą pierwszego telefonu (N9), że system porzucają na rzecz Windows Phone. Potem było podobnie jak z N900: dobre recenzje, stosunkowo dobra sprzedaż (jak na urządzenie z systemem skreślonym już w dniu premiery).

Na szczęście MeeGo był w większości otwartym systemem, więc nie trzeba było długo czekać na zebranie szczątków. W pierwszej kolejności kod przejął projekt Mer i do dzisiaj na N9, N950 (developerski model, który nigdy nie pojawił się w sklepach) i N900 można zainstalować rozwijanego przez społeczność potomka MeeGo - Nemo. Potem swojego forka stworzyli Intel z Samsungiem i do dzisiaj rozwijają na tej podstawie Tizena (w przyszłym roku w końcu ma się coś pojawić).

Nie wszystkim w Nokii ten stan rzeczy się podobał. Krótko po premierze N9 część osób pracujących wcześniej przy Maemo i MeeGo zwinęła manatki i założyli własną firmę - Jolla. I tak oto doczekaliśmy ideologicznego potomka wcześniejszych osiągnięć Nokii, którego mam teraz w ręce.

Sprzęt

Pierwsza niespodzianka - mimo że przeczytałem wcześniej specyfikację jakieś milion razy gdzieś umknął mi fakt, że telefon przyjmuje tylko micro-SIM. No, ale cóż, nożyczki w domu są, więc jakoś sobie z tym poradziłem. Wizualnie jak widać prezentuje się ładnie. Jakość wykoniania jak na Finów przystało na wysokim poziomie. Poza tym wszyscy mylą ją z Nokią (chyba nie powinienem być zaskoczony?). Jeśli chodzi bebechy to mamy tu dwa rdzenie Krait 200 taktowane na 1.4 GHz, Adreno 305 i 1 GB RAM (plus 512 MB w swapie, są w ogóle na rynku jakieś inne telefony, które mają fabrycznie swap?). Wbudowany Flash ma 16GB (co i tak wypada blado w porównaniu z N900, który miał zawrotne 32 GB) z czego do użytku zostaje nam jakieś 10 GB. Fani gigaherców i gigabajtów bedą zawiedzeni, ale do normalnego użytkowania spokojnie wystarczy.

Jest tylko jeden zgrzyt. Ekran ma 4.5 cala przez co telefon jest ciężki w obsłudze jedną ręką. Szkoda że twórcy poszli za modą produkowania patelniofonów. Jeśli chodzi o aparat to się nie wypowiadam, bo się na tym zwyczajnie nie znam. Nie potrzebowałem niczego lepszego odkąd aparaty w telefonach były w stanie zrobić zdjęcia w rozdzielczości wyższej niz 640x480.

Unikalnym elementem tego telefonu jest ustrojstwo nazwane The Other Half. Chodzi po prostu o tę klapkę z tyłu. W przeciwieństwie do normalnej klapki może się aktywnie komunikować z telefonem. Potencjalnie tworzy to możliwość tworzenia w przyszłości różnej maści inteligentych klapek (podobno jest możliwe nawet stworzenie doczepianej klawiatury, żeby upodobnić telefon do N900). Ja z racji pre-orderu dostałem dodatkowo pomarańczową (oj, przepraszam, Poppy Red) z napisem "The First One". O piekielności tego cholerstwa za chwilę...

System

Telefon jest wyposażony w system Sailfish OS. Jest to połączenie projektu Mer z kodem wyprodukowanym w firmie Jolla. To drugi nowy system mobilny, który pojawił się w tym roku (albo trzeci jeśli liczyć Blackberry 10). A, właśnie, Alcatel One Touch Fire też mam (kosztował mnie 10 razy mniej niż Jolla, bo... z winy T-Mobile/Alcatela/Mozilli/Iluminatów miał bardzo słaby start i ludzie masowo się ich pozbywają).

Po odpaleniu telefonu system oczywiście prowadzi nas przez wstępną konfigurację. Nie różni się to zbytnio od każdego innego smartfonu, bo w tej materii raczej ciężko wymyślić coś nowego (przynajmniej dopóki telefony nie zaczną nam czytać w myślach). Zabawa zaczyna się potem. Na start dostajemy tutorial jak obsłużyć UI. Powiedzmy sobie szczerze, gdybyśmy dali osobie, która miała do tej pory styczność tylko z feature phonami jakiś model z Androidem to szybko by się połapała co trzeba kliknąć. Tutaj klikania jest niewiele. System jest w dużej mierze oparte na gestach. I tak smyrnięcie od góry zamyka aplikację, smyrnięcie z boku minimalizuje, od dołu przechodzimy do Event Screenu, gdzie znajdują się wszytkie powiadomienia. Wszystko to jest fajne prócz dziwacznego menu aplikacji, które... zobacz sobie filmiki w necie, bo ciężko to opisać.

Multitasking działa podobnie jak w poprzednich finlandzkich systemach. Aplikacja działa tak długo, aż jej nie zamkniemy. Będąc w tle może robić cokolwiek, zupełnie jak aplikacje w normalnym PC. Nie ma żadnych stanów uśpienia czy innych cudów, chociaż apki mają dostęp do informacji czy są teraz wyświetlane na ekranie czy nie.

Na ekran główny składają się trzy segmenty (albo więcej jak pointalujemy już trochę aplikacji). Pierwszy to Lock Screen. Życie przyzwyczaiło mnie, że Lock Screen jest tymczasowym widokiem. Przeciągamy, co mamy przeciągnąć i telefon jest odblokowany. Tutaj ten ekran jest cały czas obecny. Mamy tu wyświetlone podstawowe informacje o stanie telefonu i czas (chociaż jest sporo wolnego miejsca i mam nadzieję, że twórcy w przyszłości to wykorzystają). Nie ma nic klikalnego, więc nawet jak przez spodnie wejdziemy w ten ekran (tradycyjnie przez wciśnięcie przycisku blokady lub przez podwójne tapnięcie) to bez wykonania jakiegoś gestu nic nie zepsujemy.

Kolejny ekran, poniżej zawiera grida wszystkich otwartych aplikacji. Do tego na dole są cztery sloty na częściej używane aplikacje (domyślnie telefon, przeglądarka itp.). Tu jest kolejny unikalny element, którego nie znajdziemy w innym systemie. Każda aplikacja może posiadać okładkę (ale nie musi, wtedy widzimy po prostu miniaturkę). Na okładce może się znajdować dowolna treść (np. tytuł aktualnie słuchanej piosenki) i do tego maksymalnie dwie akcje, które możemy aktywować smyrnięciem okładki w lewo lub w prawo.

Ostatni ekran to oczywiście lista aplikacji, w razie większej ich ilości pojawiają się kolejne ekrany. Tu nie ma nic odkrywczego, apki można przestawiać i usuwać jak w każdym innym smartfonie (na ten moment nie ma jeszcze folderów).

Do tej pory sam system ani razu się nie przyciął nawet przy dużej ilości otwartych aplikacji. Wielu rzeczy jeszcze brakuje, ale to co jest działa bez jakichś większych bugów (w przeciwieństwie do Firefox OS 1.0). Wizualnie jest bardzo kolorowo i radośnie (czasem do przesady), szczególnie po podpięciu pre-orderowej klapki (ten dzwonek jest koszmarny). Na szczęście można ustawić własny motyw (właściwie to tylko tapetę i dzwonki, ale przy tym minimaliźmie to wystarczy).

Telefonia

Aplikacja telefonu jest równie badziewna (albo nawet gorsza) jak w każdym innym smartfonie, w końcu one nie służą do dzwonienia. Podobnie jak za czasów Maemo całą komunikację od SMSów po Jabbera i fejsika ogarnia jedna aplikacja.

Przeglądarka

Kiedy w Firefox OS zobaczyłem przeglądarkę myślałem, że bardziej ubogo nie da się zrobić. Jednak się da. Do samego silnika nie można się przyczepić, mamy tu najświeższego Gecko 26 i mimo, że większość telefonów bazuje na WebKicie to mozillowy produkt też jest dobry. Problem w tym, że obsługa tego ustrojstwa jest niezwykle uciążliwa, poza tym nie ma trybu poziomego (większość aplikacji go nie obsługuje, ale w przeglądarce to jest niemal konieczność). Na dokładkę w ustawieniach mamy dostępne słownie dwie opcje.

Multimedia

Telefon ma domyślnie wrzucone jakieś zdjęcia i filmiki. Nie mogę powiedzieć, żeby były zbyt ciekawe. Już chyba wolę obecne w normalnych telefonach filmiki propagandowe niż cieszących się ludzi. Jeśli chodzi o samą aplikację galerii to jest ok. Gorzej z odtwarzaczem muzyki. Większość mojej muzyki nie zawiera w sobie metadanych, po prostu wszystko leży w katalogach poukładane według sposobu pozyskania, nastroju, kategorii, czasem nawet wedle albumu albo wykonawcy. Brak możliwości odtwarzania pojedyńczych folderów to spory problem. Do tego z jakiegoś powodu nie jest w stanie odtworzyć niektórych moich piosenek.

Sklep

Jeśli nie lubisz kiedy domyślnie masz w systemie zainstalowane pierdyliard aplikacji do fejsików, twitterów i innego gówna, którego nie używasz to polubisz Sailfish OS. Oni przegięli w drugą stronę. Tu na starcie prawie nic nie ma, po wejściu do sklepu pierwsze co się rzuca w oczy to banner Jolla Essentials, gdzie można doinstalować takie pierdoły jak nawigacja, kalkulator albo budzik (serio!). Wszystkich aplikacji w tym momencie jest na oko kilkadziesiąt (sic!). Nawet Firefox OS w dniu premiery miał więcej (chociaż to nie dziwi). Jeśli jesteś typem, który potrzebuje osobnej aplikacji do podcierania dupy to możesz się zawieść, chociaż...

Android Support

Rzeczą, którą Jolla się chwaliła już od pierwszych zmianek o tym telefonie była możliwość odpalania aplikacji z Androida. Konkretnie użyli rozwiązania Alien Dalvik firmy Myriad Group. Szczerze mówiąc po latach doświadczeń z różnymi emulatorami i nie-emulatorami (wine) byłem nastawiony raczej na to, że tak z 10% aplikacji w ogóle odpali. Jest inaczej, jak do tej pory wszystko działa, jedynie czasem są zgrzyty w podczepieniu poszczególnych API Androida do API Jolli (tydzień temu nie działał aparat, ostatnia aktualizacja to naprawiła), a czasem w samej Jolli (latarka nie działa do teraz, nawet wykorzystując natywne API). Zaraz po tym odkryciu zainstalowałem Firefox for Android, bo tego domyślnego gówna nie da się używać.

Developer mode

W ustawieniach systemu możemy aktywować Developer Mode. Po tym pojawia się aplikacja terminala, a ponadto można też włączyć SSH. W konsoli Jolli poczułem się bardzo swojsko. Nie ma tutaj takiej parodii Linuksa jak w Androidzie. Sam system strukturą przypomina każdą normalną dystrubucję Linuksa. W przeciwieństwie do Androida jest większość podstawowych poleceń systemu i nie są one w żaden sposób okrojone. W sam raz, żeby greptować kompile jak normalny, biały człowiek. Podobnie było w Maemo i MeeGo. Tutaj dla odmiany paczki są w RPMach, a menadżer pakietów to PackageKit. Dostęp do roota oczywiście też nie jest w żaden sposób utrudniony (polecenie su-devel). Hackability na najwyższym poziomie.

Development

Postawienie środowiska nie jest gorsze niż w Androidzie (oczywiście nic nie pobije Firefoksa, gdzie można stworzyć działającą aplikację bez żadnych narzędzi programistycznych). Trzeba zainstalować gigabajty jakichś śmieci i używać domyślnego IDE dopóki nie rozpracuje się całego toolchainu. Jest jedna dziwna rzecz, instalka wrzuciła mi dwa obrazy do VirtualBoksa. Jeden to emulator (nie, to nie jest ta dziwna rzecz), a drugi to... coś (to jest ta dziwna rzecz). Z tego co zaobserwowałem to do tej drugiej maszyny wrzucane są pliki projektu po SSH i tam przebiega proces budowania. Wygląda to dla mnie jak chamskie obejście problemu z kompatybilnością narzędzi z systemem. No dobra, ale mamy dzisiaj gigabajty RAMu, więc nie ma się czym przejmować.

Aplikacje pod Sailfish OS bazują na QT5 + QT Quick + Sailfish Silicia. Teoretycznie projekt jest w C++, ale tak naprawdę to tylko startuje całą maszynkę wykonującą QML. Wedle wiki to dialekt EcmaScriptu, ale jak dla mnie to niezbyt podobne do EcmaScript, za to całkiem podobne czegoś w czym nie chciałbym pisać. Z drugiej strony można to spiąć JavaScriptem, więc jeśli masz na ścianie przywieszone prawo Atwooda i uważasz, że cały świat powinien być oparty na Node.js to możesz stworzyć aplikację niemal całkowicie w JS. W czystym C++ prawdopodobnie też da się pisać.

Dokumentacja całości jest raczej słaba. O ile o QT coś jest (chociaż nie jest to zbyt dobrze udokumentowane) to jeśli chodzi o Silicia to dokumentacja wygląda jakby ktoś ją wygenerował i nie spojrzał czy wszystko się kupy trzyma. O jakichś tutorialach w necie można pomarzyć. Wątpliwości rozwiązywałem przeglądając kod aplikacji stworzonych przez Jollę (teoretycznie zamknięte, ale pliki QML leżą w niezmienionej postaci w telefonie).

Poza tym Jolla przebąkiwała coś o wsparciu aplikacji z Firefox OS (silnik już mają).